Wywiad z panem Bolesławem Brzuchaczem, byłym ministrantem

Była to piękna sprawa

Bolesław Brzuchacz Redakcja: Prosimy o parę słów o sobie.

Bolesław Brzuchacz: Mieszkam z rodziną w Wałbrzychu (ja już 50 lat), z żoną jesteśmy 41 lat po ślubie. Pochodzimy z Jodłówki koło Pruchnika (woj. podkarpackie). Mamy dwoje dzieci – syna Jarosława i córkę Koralię, oraz troje wnuków – Dawidka, Roksankę i Oliwkę.

Czy Pańskie wnuki znają ministrancką przeszłość swojego Dziadka?

Bardzo często opowiadałem naszym wnukom, jak to dziadziu przygotowywał się do takich uroczystości, jak one w tym roku, czyli do I Komunii Świętej, a z jeszcze bardziej zapartym tchem słuchały, jak uczyłem się ministrantury po łacinie – po prostu nie dowierzały.

Jak więc to było?

Była to chyba moja IV lub V klasa Szkoły Podstawowej, a proboszczem był Ksiądz Franciszek Pelczar, wspaniały człowiek. Religię mieliśmy w klasach szkolnych, a kościół był ok. 1,5 km od szkoły. Tak jak ja, również mój kolega Edward, postanowiliśmy „po polsku” nauczyć się ministrantury, która to była w języku łacińskim…

To znaczy jak?

W taki sposób, w jaki czytało się łacinę, tak zapisaliśmy ją po polsku. Powiem szczerze – po pięćdziesięciu latach – że było to wielkie wyzwanie i satysfakcja, że tylko my w dwójkę z chłopaków tejże szkoły takiego czynu dokonaliśmy (żartuję).

Czy mieliście równie wielki zapał do samej służby?

Chodziliśmy „służyć do mszy” nawet przed rozpoczęciem lekcji szkolnych. A w niedzielę lub w święta, to zawsze byliśmy pierwsi w Zakrystii…

Czy Wasza przygoda z ministranctwem skończyła się w wieku szkolnym?

Ponownie dostąpiliśmy zaszczytu służenia do mszy w roku 1967, również w Jodłówce, przed Cudownym Obrazem Matki Boskiej Pocieszenia i Dzieciątka Jezus, będąc ministrantami na Mszy Świętej kiedy to siostra moja Zofia zawierała ślub z bratem tego mojego kolegi, Stanisławem. W ten czas przypomniały nam się te lata chłopięce – po prostu była to piękna sprawa.

A jakie było najważniejsze wydarzenie w Pana życiu, związane z kościołem?

Najważniejszy dla mnie i mojej żony Marioli był 12 lipca 1970 roku, kiedy w Jodłówce zawieraliśmy związek małżeński i właśnie ten wspaniały Ksiądz Proboszcz, Franciszek Pelczar, udzielił nam błogosławieństwa. Postanowiłem coś po sobie pozostawić – napisałem kilka wierszy o Naszej Pani Jodłowskiej z Cudownym Obrazem i przesłałem do księdza Proboszcza Kazimierza Wójcikowskiego, jako wota wdzięczności, podziękowania, i znak pamięci mojej i żony, o naszych korzeniach – bo byliśmy w tym kościele ochrzczeni, bierzmowani i braliśmy ślub… Na stronie Sanktuarium Jodłówki znajdują się moje wiersze, jak też wspomnienie osobiste o Sanktuarium.

Dziękujemy za podzielenie się tymi pięknymi wspomnieniami!

Wraz z żoną przesyłam państwu serdeczne pozdrowienia z Wałbrzycha!