Świadectwo z rekolekcji

Pewien z ministrantów doznał czegoś szczególnego na tegorocznych rekolekcjach i chciał się podzielić z nami swoim świadectwem:

Pewnego wieczoru na rekolekcjach było nabożeństwo. Wystawienie Najświętszego Sakramentu. To był szczególny wieczór. Klęcząc przed Panem Jezusem powiedziałem Mu, że chcę poczuć Jego obecność, chciałbym się do niego przytulić. Gdy wróciłem do ławki i uklęknąłem poczułem ciepło, przeszedł mnie dreszcz. Wiedziałem, że to był On! Poruszył moje serce, dotknął je. Czułem jak przytula mnie do siebie, tak jak Go wcześniej o to prosiłem. Zacząłem płakać, to nie była rozpacz, lecz szczęście. W pewnym momencie się otworzyłem i zacząłem mówić Jezusowi co mnie boli w moim życiu, czego się boję i z czym sobie nie radzę. Cichy płacz przerodził się już w szloch. Nagle zaczęła się pieśń „Nie musisz mówić nic, odpocznij we mnie, czuj się bezpiecznie. Pozwól kochać się, miłość pragnie ciebie.”  Cały czas płakałem, tym razem przepełniało mnie szczęście. Po chwili mówiłem dalej o swoich obawach. Znów pieśń „Schowaj mnie pod skrzydła swe. Ukryj mnie w silnej dłoni swej. Kiedy fale mórz chcą porwać mnie, z Tobą wzniosę się podniesiesz mnie. Panie Królem tyś spienionych wód. Ja ufam Ci, ty jesteś Bóg.” Co ciekawe chwilę wcześniej przypomniałem sobie cytat „Kiedy toniesz w morzu codziennych spraw, nie bój się! Twój Ratownik chodzi po wodzie.” Następnie prowadzący wypowiedział słowa, które poniekąd nawiązywały do kolejnej pieśni „Przelewają się przeze mnie rzeki Twojej łaski. Łaska po łasce, fala za falą.” Od tego czasu było już tylko lepiej. Ciągle płakałem, ale wszelki smutek uciekł. Od jakiegoś czasu próbowałem napisać na kartce fragment z listu do Filipian (Flp. 4,13) „Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia.” Było to trudne zadanie, ponieważ fale płaczu były barierą nie do przejścia. Koniec, końców udało mi się. Zamknąłem zeszyt i poświęciłem się dalszej adoracji. Po kolejnym zdaniu wypowiedzianym przez prowadzącego wybrzmiały akordy pieśni „Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia. Jezus On mnie umacnia!” czyli dokładnie te same słowa, które przed momentem zapisałem na kartce. Jak już wspominałem uspokoiłem się i to napisałem, ale w tym momencie byłem tak zdezorientowany, że znów się rozkleiłem. Płakałem, śmiejąc się równocześnie. Po chwili się pozbierałem i włączyłem się do śpiewu. Adoracji nadszedł kres. Poszedłem do pokoju z bananem na ustach. Cały czas myślałem o tym co właśnie się stało tam w kaplicy. Usiadłem na łóżku i zauważyłem ślad na moim ramieniu. Był to jakby ślad czyjejś dłoni. Nagle przypomniało mi się że w pewnym momencie nabożeństwa prosiłem Jezusa by mnie objął. Tak jak to robią przyjaciele. To właśnie się stało! To był ślad Jego dłoni! Przepełniony radością poszedłem spać.

Cieszymy się niezmiernie z tego co się tam stało i wszystkim życzymy również doświadczenia żywego Chrystusa.